Tak jak sobie obiecał, Oliver
czerpał z ich wspólnego dnia, ile się dało. Kochał się z Thomasem, śmiał się i
oglądał filmy. Obaj starali się zrelaksować, chociaż w obliczu spotkania z
rodzicami mężczyzny nie było to łatwe. Uciekali myślami od tego, co ma nastąpić
za kilkanaście godzin, nie rozmawiali, a zarazem chronili swoje uczucia. Ten
czas minął im stanowczo za szybko. Dwadzieścia cztery jednostki czasu minęły,
jakby trwały zaledwie osiem. Thomas opowiedział Oliverowi wszystko to, co sobie
przypomniał, a zarazem unikał drażliwych tematów.
Następnego dnia musieli wstać z samego rana. Student na
szczęście miał popołudniową zmianę, więc mogli wszystko swobodnie zrealizować.
Przynajmniej tak się wydawało na początku. Zadzwonili pod numer wskazany im
przez Lilly. Filip doskonale wiedział, kto dzwoni, jednak żadne informacje nie
trafiły jeszcze do szefa.
– Dzień dobry. Dzwonię w sprawie waszego zaginionego. –
Głos Oliego był rozdrażniony i smutny.
– Dzień dobry. Czy widział go pan gdzieś w swojej
okolicy? – Musiał zadać to standardowe pytanie nakazane przez górę.
– Proszę nie robić ze mnie, ani z siebie idioty. Dobrze
pan wie, że Thomas mieszkał u mnie ostatnimi czasy, będąc po wypadku. – Filip
przełknął tę zniewagę ze względu na sympatię, którą zaczął darzyć Lilly. Wątpił,
by kobieta wybrała za przyjaciela gbura, chociaż mógł wnioskować taki stan
rzeczy na marnych przesłankach.
– Ma pan rację, jednak wolałem się upewnić. Kiedy mają
panowie czas się spotkać? – Znał odpowiedź, ale kultura wymagała zapytać.
– Choćby teraz. Jesteśmy przed siedzibą firmy. – Oliver
spojrzał na Thomasa. Nie było sensu się migać od tego wszystkiego. Im wcześniej
rozwiążą tę sprawę, tym lepiej dla nich.
– Zaraz będę. Od razu zaprowadzę panów do szefa. – Nie
czekając na dalsze informacje, rozłączył się.
– Możemy wejść. Ktoś po nas zejdzie. Najprawdopodobniej
Filip.
– Tak też przypuszczałem. Zawsze uwielbiał siedzieć
mojemu ojcu na ogonie i załatwiać wszystko za niego. – Oliver spojrzał na niego
z ukosa. – Może i jest fajny, pracowity, ale osobiście go nie trawię. Gdyby
związał się z Lill, to mimo wszystko bym się cieszył.
– Trudno nie dostrzec, że jej się podoba. Zobaczymy czy
się zejdą czy może jednak nie. – Weszli do budynku.
***
Gdy Oliver poznał Filipa, nie
zapałał do niego sympatią, ale mogło mieć to związek z tym, w jakiej sprawie
się tu zgłosili. Ojciec jego partnera wydał mu się oschły, bezosobowy. Uważał
się za władcę, pana „ja tu rządzę, a ty jesteś tylko robakiem”. Nienawidził
takich ludzi bez szacunku dla innych. Miał pieniądze, i co z tego?
– Proszę nie martwić się kosztami
leczenia, tak samo finansami wydanymi na mojego syna w trakcie, gdy był u pana.
Czy kwota czterdziestu tysięcy za ten okres jest odpowiednia? – Oli nie
dowierzał własnym uszom. Co za sukinsyn. On nie pomagał dla pieniędzy, jednakże
w jego głowie pojawiła się pewna myśl.
– Oczywiście, odpowiada. – Thomas
spojrzał na niego zaskoczony, a jego ojciec roześmiał się będąc pewnym, że go
kupił. – Proszę przesłać je na konto fundacji zajmującej się opieką nad dziećmi
niepełnosprawnymi. Jakiejkolwiek. Proszę wybaczyć, ale w innym przypadku nie
zamierzam przyjąć tych pieniędzy. – Zauważył, jak cała postawa ciała byłego
partnera rozluźnia się.
– To ładne z twojej strony. –
Mruknął Thomas i uśmiechnął się szczerze. Nie zamierzał jednak popuścić
studentowi. Dobrze wiedział jak bardzo potrzebne mu są finanse na studia i
zamierzał zapłacić za kolejny rok jego nauki.
– Tak, to prawda. – Grymas na twarzy
seniora świadczył o czymś innym. – Rozumiem, że masz klucze do mieszkania? –
Spojrzał krzywo na studenta, jakby ten już dawno okradł lokum dziedzica.
–Mhm. – Tom krzywił się
niemiłosiernie.
– Pan wybaczy, ale muszę z synem
wyjaśnić kilka spraw. Poza tym Charlotta na ciebie czeka. Martwi się i
wypłakuje sobie oczy. – W ten oto niewybredny sposób, pod płaszczykiem
wychowania ojciec Thomasa spławił go.
– Do widzenia. – Nie zamierzał miło
się żegnać, ale też zachowywać się jak dziecko. Nie chciał trzaskać drzwiami,
czy okazywać jakiejkolwiek słabości. – Nasze rachunki zostały wyrównane.
Szczęśliwego życia. – Thomas odczytał znaczenie tych słów. Bez niego. Kurwa!
– Oli… – Dużo siły woli kosztowało go
by nie odwrócić się do swojego dotychczasowego partnera. Został zmiażdżony, ale
nie zamierzał tego pokazywać. Jego twarz została przykryta maską obojętności.
Zamknął drzwi, zjechał windą na partner, wyszedł z tego przeklętego budynku i
zaczął biec. Dobrze mu to zrobi. Wyżyje się. Ogień zacznie palić jego płuca.
Nie zamierzał się użalać nad sobą. Trochę ruchu jeszcze nikogo nie zabiło.
***
Thomas miał ochotę już teraz pobiec
za Oliverem. Do tej pory udawał, relacje z ojcem miał kiepskie od bardzo dawna.
Ciągłe niesnaski, konflikty do czasu aż się wyprowadził z domu i miał święty
spokój. To dlatego znikał na miesiąc. Nie był w stanie jeszcze podzielić się
tymi informacjami z kochankiem. Zastanawiał się też, jak rozwiązać sprawę z
przyjaciółką.
– Czy o czymś jeszcze zamierzasz
mnie poinformować? – Spytał oschle mężczyznę siedzącego przed nim.
– Jak ty się do mnie zwracasz,
gówniarzu? – Obserwował zaczerwienione z wściekłości policzki, siwe włosy,
krótką, przystrzyżoną brodę i było mu żal tego człowieka. Miał w sobie tyle
nienawiści. – Mówiłem matce, że powinna ci trzepać skórę pasem.
– Wystarczyło, że ty to robiłeś. –
Uśmiechnął się krzywo. – Myślisz, że nie pamiętam?
– Masz pamiętać. Najchętniej
ponownie bym to zrobił. – Czy mu się tylko wydawało czy ojciec zaczął pluć? No
cóż, tak to jest, jak ktoś się zachowuje jak wściekły buldog.
– Jestem za stary, ojcze. I
samodzielny. Przestałeś mieć nade mną kontrolę.
– Tak ci się tylko wydaje, głupcze.
– Wysyczane przez zęby słowa, niezmiernie go zdziwiły, ale nie dał tego po
sobie poznać.
– Co masz na myśli? – Zaczynała go
wkurzać ta szklana przestrzeń. Przydałoby się odrobinę prywatności, ale sobie
nie miał nic do zarzucenia.
– Jeszcze się przekonasz. – Jako
syna, mało obeszły go te słowa. Nawet jeśli chciał go zastraszyć, to mu się nie
udało. Wstał z fotela i wyszedł z gabinetu, nie zważając na reakcję ojca.
Chciał znaleźć Olivera, ale jego słowa jasno świadczyły o tym, co sądzi o ich
relacji.
Zamiast tego,
co chciał, chwycił za komórkę i wystukał numer przyjaciółki z dzieciństwa.
Musieli sobie wyjaśnić kilka rzeczy.
– Hej Szar. Co robisz? – Potarł
mocno czoło, tak jakby chciał usunąć z niego wszystkie troski.
– Thomas! Jak dobrze, że nic ci nie
jest. W sumie nic. Wpadniesz do mnie? – Musiał się chwilę zastanowić. Nie ze
względu na brak chęci, a nieznajomość miejsca zamieszkania przyjaciółki.
– Musisz mi podać adres. Amnezja nie
ustąpiła całkowicie. – Kobieta zassała oddech. No tak, nie miał pojęcia, że ona
o tym nie wie. Powinien powiedzieć jej to w inny sposób. –
Częściowa, większość rzeczy pamiętam, ale pewne jeszcze mi umykają. – Już po chwili usłyszał pożądaną informację, a ta odblokowała w jego głowie falę wspomnień. Chwycił się z skronie, ból prawie ściął go z nóg. Co jest do cholery?! To dlatego zemdlał dwa dni.
Częściowa, większość rzeczy pamiętam, ale pewne jeszcze mi umykają. – Już po chwili usłyszał pożądaną informację, a ta odblokowała w jego głowie falę wspomnień. Chwycił się z skronie, ból prawie ściął go z nóg. Co jest do cholery?! To dlatego zemdlał dwa dni.
– Tom! Thomas! Tomi, do jasnej
cholery, odezwij się! Coś ci jest? –Słyszał zaniepokojenie w jej głosie, ale
zarazem na razie nie był w stanie odpowiedzieć.
– Chwila. – Rzucił do słuchawki i
przymknął powieki. Poświęcił minutę na rozmasowanie skroni i rozluźnienie spiętych
ramion. – Jestem.
– Co ci się, do jasnej cholery,
stało? – Kobieta wrzasnęła tak głośno, że musiał odsunąć słuchawkę od ucha.
– Uwierz, że to mi nie pomogło. Łeb
mi pęka, więc trochę ciszej, proszę. – Westchnął głęboko. – Gdy coś sobie
przypominam, to tak się dzieje, więc bądź tak miła i…
– Ok. zrozumiałam, nie musisz
kończyć. Czekam na ciebie. Twój samochód jest na parkingu, poziom minus jeden.
Niedaleko wyjazdu. Kluczyki odbierzesz w recepcji. – Podziękował jej i wszedł
do budynku kierując się do recepcji.
– Witam. Poproszę o swoje kluczyki.
– Oczywiście, proszę pana.– Nie
musiał się przedstawiać, każdy w tej firmie go znał. Bez szemrania, niska
brunetka wykonała jego prośbę. – Pański samochód znajduje się na pierwszym
podziemnych parkingu, miejsce dwieście pięćdziesiąte. – Kiwnął na znak, że wie
gdzie to jest, podziękował i ponownie udał się w stronę ciasnych klatek, jakimi
są windy.
Po dziesięciu niespiesznych
minutach, znajdował się przed niewysokim domkiem. Sielski widok, jasne ściany,
czerwone okiennice, firanki w każdym oknie tak, jak to sobie kobieta wymarzyła.
Przypomniało mu się, jak projektował ten dom, specjalnie dla niej. Tym też
zajmowała się jego firma. Zastanawiał się czy jeszcze istniała, jednak wszystko
po kolei.
– Wchodź, a nie gapisz się na
firanki jak ciele w malowane wrota. – No tak, cała Szar. Zawsze ironiczna, niezważająca
na konwenanse. – Jak się czujesz? – Nie ma to jak sympatyczne przywitanie.
Odpowiedział na każde jej pytanie, po czym uściskali się mocno. Zanim zaczęli
rozmawiać, do jego rąk została przetransportowana filiżanka z herbatą. – Zawsze
pijesz za dużo kawy, więc znasz zasady.
– Miałem nadzieję, że uda mi się
wywinąć. – Zaśmiał się od nosem. – Jesteś jednak niereformowalna, czego więcej
mogłem się spodziewać? – Dostał kuksańca w bok i dopiero wtedy oboje
spoważnieli.
– Coś cię gnębi. Chcesz wiedzieć czy
jestem twoją narzeczoną? – Za dobrze go znała, ale w sumie miało to swoje
plusy.
– Dziwisz się? Nie pamiętam, bym
darzył cię takim uczuciem. Jeśli było inaczej, to przepraszam. – Nie chciał jej
zranić, a tak to wyglądało.
– Dobrze pamiętasz, Tomi. –
Nienawidził, jak tak do niego mówiła, ale trzeba przyznać, że subtelnie go
karała. – Nie kochamy się i nigdy tego nie robiliśmy. Byliśmy nawzajem dla
siebie przykrywką. – Spojrzał na nią mrużąc oczy. Coś mu to mówiło.
– Kochasz Erniego. – Olśniło go. –
Ale twoi rodzice nie wyrażali na ten związek zgody.
– I wciąż myślą, że będę przykładną
córką, która wyjdzie za mąż za dobrego, przystojnego Thomasa, który nie
odrzucił takiego harpagana* jak ja. – Zaśmiała się z jego miny. – Nie dziw się,
panie ideale.
– Zaczynają planować nasz ślub.
Kiedy zamierzasz im powiedzieć? – Wiele rzeczy zdążył sobie przypomnieć w
trakcie jazdy samochodem.
– Przy ślubnym kobiercu? Może
wcześniej. Jeszcze nie wiem. Zawsze można im pokrzyżować szyki.
– Wiesz, że zachowujesz się, jakbyś
znów miała piętnaście lat? – Kobieta rozłożyła się wygodnie na fotelu.
– Pan poważny się odezwał. Tylko, że
już mogę spać z kim chcę i wyjść za mąż ze zgodą rodziców lub bez niej. –
Potarł bok szyi, skóra go lekko swędziała w miejscu gdzie Oliver zrobił mu
malinkę.
– Ach, ta dorosłość. Tyle w niej
przyjemności – Zironizował.
– Jesteś wolny, więc możesz go na
spokojnie obdarzyć uczuciem. Obiecuję, że szybko rozwiążę sprawę naszego
narzeczeństwa. – Powiedziała to spokojnie i nieświadomie pogłaskała kciukiem
płaski jeszcze brzuch. Nie zamierzała ukrywać, że jest w ciąży, ale sprawa jej
przyjaciela była teraz ważniejsza.
– Skąd to niby wiesz? – Nie umknął
mu ten pozornie nieważny gest.
–Tomi, powinieneś się przyzwyczaić
do myśli, że ja ogólnie wiem więcej niż to się wydaje. Pilnowałam cię od
jakiegoś czasu, ale chciałam znów mieć z tobą kontakt. – Tego to się jednak nie
spodziewał. – Nie wiedziałam, że masz amnezję. – Kobieta zwiesiła smutno głowę.
Myślałam, że poznałeś go jakiś czas temu i postanowiłeś się ukryć na jakiś
czas. Przykro mi.
– Przecież to nie twoja wina, więc
nie masz powodu. Który tydzień? – Widział zaskoczony wzrok przyjaciółki.
– Skąd wiesz? – Ponownie delikatnie
pomasowała skórę.
– Dość jasno komunikujesz, że jesteś
w stanie błogosławionym. Głaszczesz brzuch. Chociaż chyba robisz to
nieświadomie.
– Dobrze wiedzieć. – Szar roześmiała
się w głos. – Przynajmniej będziesz miał jasny i klarowny powód do zerwania
zaręczyn. – Wyszczerzyła do niego zęby w uśmiechu. – A poza tym chcę poznać
tego twojego Olivera. Filip przekazał mi, że zalazł twojemu ojcu za skór.
– Ta plotkara zdążyła cię już o
wszystkim poinformować? – Tego to się nie spodziewał, ale facet od zawsze miał
słabość do jego przyjaciółki. Może dlatego tak go nienawidził. Dobrze, że
kobieta wybrała innego.
– Nie mów tak o nim. Czterdzieści
tysięcy na fundację. Dobry jest. – Thomas rozluźnił się i w końcu rozsiadł
wygodnie.
– Teraz muszę go odzyskać. Czy
ewentualnie będę mógł się wprosić na obiad razem z moim partnerem? – W końcu
mógł to powiedzieć na głos. Nawet nie przypuszczał, że sprawi mu to aż tyle
satysfakcji. Cholera! W końcu.
– Nie wiem. Raczej nie. – Doprawdy,
jego mina musiała być bardzo zabawna. Czy ciężarnej można zrobić jakąś krzywdę?
Załaskotanie na śmierć wydawało się dobrym pomysłem.
– No to wy przyjdziecie do nas. –
Zatarł ręce ze zniecierpliwieniem.
– Jakie plany. Tomi, normalnie cię
nie poznaje. Czy ktoś cię podmienił? – Mimo swojego wieku, wystawiła mu język.
– Nie wystawiaj języka, bo ci krowa
nasika. – Thomas śmiał się głośno.– Myślałaś, że zapomniałem o tym powiedzonku,
którego mnie nauczyłaś? – Od tej pory ich rozmowa potoczyła się spokojnym
tempem, przekomarzali się i śmiali. Mężczyzna zapomniał już jakie to miłe mieć
możliwość komunikowania się z kimś, kto zna cię aż tak dobrze.
Po kolejnej półgodzinie rozstali
się, umawiając w najbliższym czasie na kolejne spotkanie. Dostał od kobiety
adres swojej firmy. Podobno wszystko funkcjonowało jak dawniej, ona dbała o
jego interesy, wolał to jednak sprawdzić.
Poza tym chciał się wytłumaczyć
pracownikom ze swojej nieobecności, wyjaśnić dlaczego musieli przejąć jego
projekty. Wieczorem zamierzał pojechać po Oliego do pracy. Zdawał sobie sprawę,
że będzie wściekły za sposób, w jaki został potraktowany, ale musieli sobie z
tym dać radę. Nie zamierzał sobie odpuścić ich relacji. Tak byłoby
najwygodniej. Nie musiałby walczyć o zranioną dumę i serce studenta, ale też by
tego żałował.
Na etapie
rozmowy, którą prowadził razem z ojcem, nie mógł pozwolić, by chłopak był przy
nim. Musiał zaaprobować sposób komunikacji, który się wywiązał między tymi
dwoma. Nie dlatego, że chciał, a z powodu, które Oliverowi wytłumaczy za jakiś
czas. Musiał tylko posiadać solidne podstawy do tego, co zamierzał zrobić.
Jeśli mu się uda… Poczuje się jak mistrz.
***
Oliver biegł ile sił w nogach do
mieszkania przyjaciółki. Normalnie dystans ten pokonałby na piechotę w ciągu
dwudziestu pięciu minut, w praktyce zajęło mu to trochę ponad dziesięć. Był
wściekły, naładowany adrenaliną i najchętniej by kogoś skrzywdził. Dawno nie
czuł się aż tak upokorzony.
– Pierdolony skurwsyn. – Mruknął
przez zaciśnięte zęby. Wpisał klucz do klatki schodowej i przebiegł piętra
potrzebne by dostać się przed drzwi przyjaciółki. Gdy go zobaczyła, doskonale
wiedziała, że wszystko poszło nie tak jak trzeba. Uścisnęła go mocno i zrobiła
miętowej herbaty.
– Jak możesz pić ten szajs? –
Połknął pierwszy łyk ziół. Ohydztwo, ale musiał je zdzierżyć.
– Lepszy ten szajs niż hektolitry
kawy. W końcu pikawa ci siądzie od tego twojego napoju bogów. – Stwierdziła
ironicznie i zaprowadziła go do salonu.
– No to trudno. Przynajmniej
będziesz mogła powiedzieć „Hej, jednego chłopa mniej”. – Za to stwierdzenie
dostał strzała w tył głowy.
– Nawet nie waż się jęknąć. To za
twoją głupotę. – Uśmiechnęła się do niego złośliwie. – Co jest?
– A jak myślisz? Ułuda legła w
gruzach. Ma narzeczoną, jego ojciec jest… Brak mi słów. – Nie pozwolił ponownie
się uścisnąć. Musiał sobie sam dać z tym radę.
– Radzisz sobie czy wolisz wziąć
dzisiaj wolne? – Zaprzeczył ruchem głowy.
– Nie mogę. Praca dobrze mi zrobi.
Odpocznę, nie będę miał czasu na myślenie. Poza tym Julia kogoś poznała i chce
się wygadać, jakbym był jakimś konfesjonałem.
– Budzisz zaufanie, Olivierze.
Przyda się w twoim przyszłym zawodzie.
– Nie przypominaj. Jak pomyślę, że ludzie
będą przychodzić do mnie i się zwierzać, to mi słabo.
– To po co wybrałeś takie studia? –
Uniosła brwi do góry i zaplotła ręce na klatce piersiowej. Jej bosa stopa co
rusz uderzała o parkiet.
– Bo to kocham. Może mi być słabo na
samą myśl, bo nie mam praktyki, och-pani-ja-wiem-wszystko. – Zripostował. Lilly
miała w swoim życiu taki okres, gdy na każdy temat starała się wiedzieć jak
najwięcej. Ich paczka nadała jej taki przydomek, ponieważ zawsze wyprowadzał ją
z równowagi.
– Grabisz sobie. – Pogroziła mu
palcem i roześmiała się.
– Co ty nie powiesz? Ktoś musi. W
sumie, to za chwilę lecę. – Spojrzał na stojący przed sobą kubek. Och, jakby
chętnie został w domu i poleżał. Fakt, miałby wtedy za dużo niepotrzebnego
czasu, ale każda sytuacja ma swoje plusy i minusy, a on nie był pewny, na ile
ma dzisiaj siłę pracować.
Julia w końcu go zamorduje za to, co
robi. Oboje nawzajem na siebie utyskiwali, a zarazem szef zauważył, że
najlepiej im się ze sobą pracuje. Szczęściem było to, że zawsze dawali radę
pracować tego samego dnia w tych samych godzinach. Wyjątki się zdarzały, ale
wtedy szanowni koledzy – dupki, nie mieli dla nich sił. Kto powiedział, że
tylko tamta dwójka może być złośliwa? Uśmiechnął się wrednie.
– Ile masz jeszcze czasu? – Zapytała
Lill. Spojrzał na zegarek.
– Mam piętnaście minut do autobusu,
więc niewiele.
– Chcesz się spotkać wieczorem? –
Spojrzał na kobietę.
– Nie. Ty musisz się wyspać przed
nową pracą, by ich olśnić elokwencją, wiedzą i wyglądem, a ja sobie dam radę.
Poza tym jutro mam na rano, więc to nie ma sensu. I tak nie mógłbym u ciebie za
długo posiedzieć.
– Jak chcesz. – Oliver podniósł
swoje cztery litery z wygodnego siedzenia. Musiał przecież jeszcze dojść na
przystanek, ale tym razem nie zamierzał się spieszyć. Pożegnali się krótko i
wyszedł. Dobrze się działo, nie będzie miał czasu na myślenie o pierdołach.
Przecież nie przyzna się do tego, jak bardzo zaczęło mu
zależeć.
* Słowo harpagan stosuje
się do określenia kogoś, kto jest porywczy, pełen energii a zarazem zachowuje się jak szaleniec.
Wyraz ten może służyć również jako komplement.
http://www.miejski.pl/slowo–Harpagan
Ojejku... Aż mi głupio pisać komentarz. Tak dawno się nie odzywałam, ech przepraszam. Jednak uprzedzę, że wszystko czytałam, zawsze w nocy z soboty na niedziele. Ostatnio o tej godzinie senna się robię, przez co nie miałam siły na komentowanie, w niedzielę zajmowałam się innymi rzeczami i głowy nie miałam, a potem... cóż zapominałam. Tak wiem, wiem tłumaczą się winni :< Przepraszam.
OdpowiedzUsuńCo do opowiadania... Fajnie, że Lilly poznała Filipa, wydaje mi się, że ładnie by wyglądali razem. Szkoda tylko, że w taki sposób przebiegła ich pierwsza randka ;/ Co do wiadomości o narzeczonej to Olivier przyjął ją całkiem, całkiem. No i miło, że ten dzień spędzili razem.
Co do spotkania z ojcem... Hmm.... nie lubię go, ale w sumie od początku podejrzewałam, że taki jest. Jedynie myślałam, iż to on naciskał na syna w sprawie narzeczeństwa, a tu? Większą rolę odegrali rodzice Charlotte. Po tym rozdziale polubiłam przyjaciółkę Toma i mam nadzieję, że ułoży sobie życie z miłością swego życia. No i Thomas zostanie wujkiem! Miło też, że Szar interesowała się życiem mężczyzny. Normalnie Charlotte tajny detektyw śledzący parę xP
No i oczywiście pozostaje sprawa Thomasa i Oliviera. Eh czuję, że nie będą mieli łatwej drogi. Głównym problemem może być ojciec Toma, no i mam dziwne wrażenie, że kłopoty sprawiać będą rodzice Charlotte. No cóż, zobaczymy jak to będzie. Najpierw mężczyzn czeka poważna rozmowa...
Pozdrawiam i życzę dużo weny!♥
Co za gbur z ojca Thomasa, który nie miał z nim łatwego życia. Mam nadzieję, że Thomas zdobędzie serce Oliwiera :)
OdpowiedzUsuńDużo weny :)
Pozdrawiam :)
P.S. Ile planujesz rozdziałów tego opowiadania?
Niestety. Rodziców się nie wybiera :) Ale to fakt, Thomas nie miał z nim łatwego życia :) Co do rozdziałów, jeszcze nie mam planów. Amnezja miała mieć około piętnastu rozdziałów, a właśnie piszę dwudziesty ósmy :) Więc nie jestem w stanie udzielić Ci takiej informacji. Przypuszczam, że ponad trzydzieści. Jeśli skończę wcześniej pisać, to dam znać ile będzie konkretnie rozdziałów.
UsuńPozdrawiam :)
Ooooo, oooo, ojciec Thomasa już mi działa na nerwy... Ale ulga, Tom nie kocha Charlotte, a ona wydaje się naprawdę sympatyczna, stworzyłaś kolejną dobrą kobiecą postać, a tych ci u nas niedostatek... Tylko żeby jakoś ogarnęli Olivera, bo to zawsze najgorsze, kiedy jakaś postać cierpi w wyniku nieporozumienia ;-; A co do Narcynusa, to raczej nie będzie robił kłopotów, chce tylko przetestować, czy Vin nadaje się na generała, w końcu w tej roli nie tylko szermierka jest ważna :D
OdpowiedzUsuńJa cię kręce ale się będzie działo *.* Pewno rodzinka Charlotty Jak i Toma nie bęfzie zadowolona z zerwanych zaręczyn. Biedny Oli serce to mu pewnie krwawi nieźle T.T Już czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńA co do mojego opka to powiem szczerze, że nie wiem skąd mi się to wzieło ale uwielbiam rozwalanoe naczyń w czasie awantur. A szczególnie kubków ;) Mick będzie się dość częsyo pojawiał ze swoim partnerem w życiu Natha i Rafaela. No nic życzę dużo weny I chęco do pisania <3
Pozdrawiam OfeliaRose
To teraz przewiduje że się coś skomplikuje i to właśnie za sprawą ojca Thomasa. Zamiast cieszyć się że jego dziecko się odnalazło całe i zdrowe to on jeszcze wścieka się że traci kontrole nad synem. Żeby nie zabluzgać to jest pewną męską częścią ciała ;)
OdpowiedzUsuńAle dobrze że się okazało że między Thomasem a Charlottą nic nie ma. W sensie romantycznym znaczy się. Biedaczek będzie się musiał natrudzić żeby odzyskać Oliviera.
Hej, hej,
OdpowiedzUsuńwięc jednak Thomas nie ma narzeczonej? To tylko był fikcyjny związek... Oliver i jego gest którym od razu wkurzył ojca Thomasa, Charlotte jednak wiedział gdzie się znajduje Thomas, ciekawe jak teraz zamierza to wszystko wyjaśnić Olverowi...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Basiu, wszystkiego dowiesz się czytając kolejne rozdziały :D Wszystko o Charlocie się wyjaśni :D
UsuńPozdrawiam
LM